Aborcja w Polsce - dlaczego tak trudno o spokojną dyskusję? | Your KAYA

Sklep

  • Wszystkie produkty
  • Higiena intymna
  • Pielęgnacja
  • Miłe rzeczy
  • Zestawy
BlogFAQPraca
Zatrudniamy!

Wybierz inny kraj

Sklep

  • Wszystkie produkty
  • Higiena intymna
  • Pielęgnacja
  • Miłe rzeczy
  • Zestawy
BlogFAQPraca
Zatrudniamy!

Wybierz inny kraj

Aborcja w Polsce - dlaczego tak trudno o spokojną dyskusję?

Dyskusja o aborcji w Polsce wywołuje znacznie silniejsze emocje niż wiele innych sporów polityczno-społecznych, jakie toczą się w polskich mediach. Dlaczego w tę dyskusję angażuje się tyle różnych grup, a temat tak bardzo dzieli społeczeństwo?

6 minczytania

yourkaya2 1-56

Ilustracja: Jarek Danilenko

Dyskusja o aborcji w Polsce wywołuje znacznie silniejsze emocje niż wiele innych sporów polityczno-społecznych, jakie toczą się obecnie w mediach. W dyskusji tej uczestniczą nie tylko kobiety i przedstawiciele służb medycznych – a grupy te wydają się być najważniejsze, jeśli chodzi o poważną rozmowę na ten temat – lecz także przedstawiciele kościoła i ugrupowań politycznych. Dlaczego temat ten tak bardzo podzielił społeczeństwo?

Próby liberalizacji prawa w zakresie przerywania ciąży sięgają co najmniej okresu międzywojennego. Wtedy kampanię proaborcyjną prowadzili m.in. Irena Krzywicka i Tadeusz Boy-Żeleński, których głównym celem była likwidacja niebezpiecznego podziemia aborcyjnego oraz edukowanie społeczeństwa. Poradnia Świadomego Macierzyństwa prowadzona przez Żeleńskiego i innych lekarzy była pierwszą placówką, która starała się szerzyć wśród kobiet rzetelne informacje dotyczące planowania rodziny oraz zapewniać im dostępne w tamtym czasie środki zapobiegawcze. Krzywicka i Żeleński uprawiali także działalność publicystyczną, a ich teksty niestety nie straciły na aktualności – najgłośniejszy tekst Żeleńskiego, „Piekło kobiet”, choć wydany w 1933 roku, zawiera omówienie problemów, które nadal istnieją obecnie, takich jak duża liczba mitów i nieprawdziwych informacji dotyczących przerywania ciąży oraz duża presja społeczna podżegana przez środowiska konserwatywne.

Mogłoby się wydawać, że powstałe w latach 30. kliniki to podwaliny pod przemiany społeczne, które dokonają się z czasem poprzez stopniową liberalizację przepisów prawnych. Niestety, 60 lat po wydaniu „Piekła kobiet” w życie wchodzi ustawa zaostrzająca dotychczasowe prawo. Według przepisów obowiązujących w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej aborcja dopuszczalna była w trzech przypadkach – w razie wskazań lekarskich dotyczących płodu lub ciężarnej, w wypadku ciąży będącej wynikiem przestępstwa oraz w przypadku trudnych warunków socjalnych. Na początku lat 90. przegłosowano ustawę, w świetle której spowodowanie „śmierci dziecka poczętego” jest karalne, usunięto także zapis dotyczący warunków socjalnych. Pod Sejmem zaczynają się spontaniczne protesty, powstaje także ruch na rzecz referendum w sprawie aborcji. Na jego czele staje Barbara Labuda, która w swoim przemówieniu żąda, aby „nie traktować kobiet jak pięcioletnich dziewczynek”.

W kolejnych latach stanowiska polityków ulegają ciągłym zmianom, nie dokonuje się jednak żaden radykalny przewrót, w związku z czym podejmowane są różnego rodzaju inicjatywy działające bez oficjalnego poparcia władz. W 2003 roku do Władysławowa przypływa statek-klinika Langenort. Należy on do holenderskiej organizacji, a na morzu obowiązują go przepisy rodzimego kraju – w Holandii aborcja jest legalna, więc kobiety decydujące się na zabieg na statku nie łamią prawa. Pojawiają się protesty, jednak poparcie społeczne dla liberalizacji przepisów stale rośnie. Kilka lat później pierwsza dama Maria Kaczyńska zaprasza do Pałacu Prezydenckiego dziennikarki związane z polityczną lewicą i wraz z nimi (skutecznie!) apeluje o niezaostrzanie prawa antyaborcyjnego. Zaskoczeni takim ruchem są wszyscy, szczególnie politycy Prawa i Sprawiedliwości. Głos zabiera także Kościół – to wtedy o. Tadeusz Rydzyk zwraca się do Kaczyńskiej słowami „ty czarownico, ja ci dam!”, za które zresztą nigdy nie przeprosi.

W ciągu ostatnich lat projekt całkowitego zakazu aborcji powraca jak bumerang, konsekwencją czego są m.in. kolejne Czarne Protesty. Przez cały czas przedstawiciele środowisk pro-life i pro-choice ścierają się w wojnach na kampanie społeczne pełne krwawych plakatów, a rząd zdaje się wracać do tematu kontrowersyjnych ustaw w wygodnych dla siebie momentach. Co w tym czasie robią kobiety, które są zdecydowane na usunięcie ciąży? Zwykle starają się poddać zabiegowi w zagranicznych klinikach. Mogą zwrócić się do organizacji takich jak np. Ciocia Basia, która pomaga organizować aborcje w Niemczech. Na polskim gruncie o szerzenie sprawdzonej wiedzy i umożliwienie dostępu do bezpiecznej aborcji farmakologicznej walczy Aborcyjny Dream Team, bohaterki niesławnej okładki „Wysokich Obcasów”, które swoim hasłem „Aborcja jest OK” wydrukowanym na koszulkach rozpętały prawdziwą burzę medialną – przeciwko nim opowiedziały się nawet niektóre środowiska lewicowe. ADT odniósł się jednak do tego, do czego rzadko odnoszą się przedstawiciele ugrupowań politycznych – do indywidualnych doświadczeń kobiet, które mogą być bardzo różne i które nie powinny stanowić politycznej karty przetargowej.

Niebagatelny wpływ na jakość dyskusji ma także to, kto się w niej wypowiada i w jaki sposób. Weźmy chociażby słynne już spotkanie na antenie TVN24, w którym w rozmowie na temat aborcji wzięli udział wyłącznie mężczyźni. Fakt, że do studia nie zaproszono ani jednej kobiety, często podawany jest jako niewymagający dodatkowego komentarza obraz poziomu rozmowy o aborcji w Polsce. Według wielu osób nie do końca fortunne jest też używanie określeń pro-choice i pro-life – takie ujęcie fałszywie implikuje, że zwolennicy ruchu pro-choice są tym samym anti-life, podczas gdy nie da się zaprzeczyć, że ich przeciwnicy z pewnością są anti-choice, choć nie chcą się w ten sposób określać. Nie brakuje głosów, że obóz konserwatywny interesuje się „życiem” tylko do momentu porodu – prof. Bogdan Chazan miał nigdy nie zainteresować się losem niepełnosprawnego dziecka i jego rodziny po tym, jak zablokował zdesperowanym rodzicom możliwość uzyskania takiej pomocy, jakiej podczas trudnej ciąży potrzebowali.

Dlaczego tak bardzo nie możemy dojść do porozumienia? W takich przypadkach zwykło się mówić, że wina leży po obu stronach, jednak czy rzeczywiście jest tak tym razem? Od wielu lat toczy się walka o wprowadzenie rzetelnej edukacji seksualnej w szkołach. Realizowanie dobrze przygotowanego programu mogłoby przyczynić się do bardziej świadomego życia seksualnego, co skutkowałoby między innymi spadkiem ilości niechcianych ciąż. Środowiska konserwatywne wciąż jednak są temu przeciwne. Odmawiając społeczeństwu zarówno edukacji, jak i możliwości samodzielnego podejmowania decyzji, nadal traktuje się kobiety jak pięcioletnie dziewczynki z przemówienia Labudy sprzed ponad dwóch dekad. Kiedy w końcu rząd uzna, że są już pełnoletnie?

Epilog

Wydawałoby się, że po Czarnych Protestach widmo zaostrzenia prawa aborcyjnego minie, jednak temat powrócił w 2020 roku, w środku kryzysu związanego z pandemią koronawirusa. Najpierw w kwietniu, kiedy w Sejmie głosowano nad projektem „Zatrzymaj aborcję” dotyczącym całkowitego zakazu tej procedury, a ze względu na zagrożenie epidemiczne wywieszano tylko w oknach błyskawice i wieszaki na znak sprzeciwu wobec zaostrzenia prawa. W drugiej połowie października na ulice Warszawy wyjechała ciężarówka z antyaborcyjnymi hasłami i… wspomnianym zdjęciem Aborcyjnego Dream Teamu podpisanym „Aborcyjny Killing Team”. Jej pojawienie się było związane z tym, że na wniosek grupy posłów 22 października Trybunał Konstytucyjny miał się zająć orzeczeniem, czy aborcja w przypadku ciężkich wad płodu jest zgodna z Konstytucją. Sprawa była podwójnie kontrowersyjna. Po pierwsze dlatego, że z badań prowadzonych od 1992 do 2016 roku przez CBOS wynikało zawsze, że większość Polaków uważała, że aborcja w tym przypadku powinna być legalna (z tym stwierdzeniem zgadzało się od 53 do 71% ankietowanych). Po drugie, obecny skład Trybunału nie przez wszystkie środowiska prawnicze jest uważany za, nomen omen, konstytucyjny, ze względu na ustawy, które doprowadziły do jego wybrania. Warto też dodać, że aborcje ze względu na wady płodu stanowią w Polsce ponad 90% legalnych zabiegów tego typu, więc ich zakaz byłby prawie równoznaczny z wyeliminowaniem legalnej aborcji.

Niedziwne więc, że gdy wyrok Trybunału uznał aborcję z powodów embriopatologicznych za niezgodną z Konstytucją (na podstawie nieszczególnie naukowych argumentów), dużej części społeczeństwa polskiego puściły nerwy. W dużych i małych miastach wybuchły protesty pod hasłami zawierającymi wulgaryzmy sugerujące, że partia rządząca i kościół katolicki, które w dużej mierze wpłynęły na wyrok Trybunału, powinny iść precz (eufemistycznie rzecz ujmując). Kiedy piszę te słowa, przez media przetacza się dyskusja o tym, czy powinno się w protestach używać wulgaryzmów, a m.in. profesor Bralczyk twierdzi, że niekulturalne hasło szkodzi jego autorom. Być może wulgaryzmów dałoby się uniknąć, ale ciężko ukryć emocje, kiedy prawo jednoznacznie sprzeciwia się woli większości obywateli. Czy więc kiedyś w końcu w Polsce uda się spokojnie porozmawiać o aborcji? Tego nie nadal nie wiadomo. Natomiast trzeba przyznać, że w tym momencie nie zapowiada się na zgodę. Obie strony sporu nieugięcie walczą o swoją rację i chociaż przeciwnicy aborcji mogą się cieszyć z dostosowania prawa do ich poglądów, zwolennicy wyboru jednoczą się tłumnie na ulicach, a kontrowersyjny Aborcyjny Dream Team w ciągu 5 dni zebrał już ponad milion złotych na wsparcie dalszej działalności.

Tekst: Ewa Stanicka, Epilog: Asia Lewicka, Ilustracja: Jarek Danilenko

Newsletter

Zacznijmy dobrze naszą znajomość – zapisz się na nasz newsletter, a dostaniesz w prezencie zniżkę 5 zł na pierwsze i 10 zł na drugie zamówienie cykliczne o wartości powyżej 40 zł!