Pozbądźmy się "dziewictwa"! | Your KAYA

Sklep

  • Wszystkie produkty
  • Higiena intymna
  • Pielęgnacja
  • Miłe rzeczy
  • Zestawy
BlogFAQPraca
Zatrudniamy!

Wybierz inny kraj

Sklep

  • Wszystkie produkty
  • Higiena intymna
  • Pielęgnacja
  • Miłe rzeczy
  • Zestawy
BlogFAQPraca
Zatrudniamy!

Wybierz inny kraj

Pozbądźmy się "dziewictwa"!

Gloryfikowane, wyśmiewane, pożądane, a nawet sprzedawane. Dziewictwo. Tyle przecież znaczy. Choć właściwie tyle co nic.

4 minczytania

yourKAYA dziewictwo

Ilustracja: Jarek Danilenko

Gdy wpiszesz w wyszukiwarkę hasło „dziewictwo”, internet grzecznie upewni się, że nie jesteś zainteresowany odpowiedziami na takie pytania, jak: „Jak można stracić dziewictwo”, „Jak sprawdzić, czy straciłam dziewictwo”, „Jak zachowuje się dziewica” czy też „Dziewica wygląd”. Robisz wielkie oczy, a twoja otwarta dłoń zaczyna zmierzać w stronę czoła, ale tuż przed nim zatrzymuje się, bo oto uchwyciłaś sedno wielkiej społecznej obsesji, jaką jest nadinterpretowywanie dziewictwa: poczucie niepewności. No bo niby jak rozpoznać, zdefiniować i oswoić coś, co na dobrą sprawę nie istnieje, szczególnie gdy spojrzeć na to z perspektywy fizjologii?

Zacznijmy od tego, że dziewica, a w przypadku chłopców i języka polskiego „prawiczek”, to ktoś, kto swój pierwszy stosunek płciowy ma jeszcze przed sobą. Taki stosunek, przynajmniej w naszych wyobrażeniach, jest oparty na penetracji, której ukoronowaniem staje się przerwanie tzw. błony dziewiczej. I wszystko jasne. Z tym że stosunek płciowy to tylko jedna z form uprawiania seksu, istnieją przecież jeszcze m.in. seks oralny, analny czy scissoring, a błona dziewicza (czy wieniec pochwy, jak coraz częściej określa się ten fałd błony śluzowej) w wielu przypadkach praktycznie nie blokuje dostępu do pochwy. W wielu, bo jest z nią dokładnie tak, jak z waginami w ogóle – każda jest inna. Jak zauważyła Olga Tokarczuk: „Ciała są w gruncie rzeczy podobne, żadna tajemnica. Ale nie waginy. Te są jak linie papilarne”. I, jak łatwo się domyślić, to właśnie ich budowa decyduje o tym, czy na śnieżnobiałej pościeli, niczym szkarłatna róża, pojawi się krew.

Ach, te liryczne porównania. Jasne lica, gładkie czoła, aureole złocistych włosów… Dziewictwo od zawsze jest wspaniałym bodźcem dla wyobraźni poetyckiej, chociaż kto jak kto, ale dawni poeci z czystością niewiele mieli wspólnego. Tak jak nijak mają się do rzeczywistości filmowe, często karykaturalne interpretacje dziewictwa i „pierwszego razu”. Zdaje się, że w ostatnich latach zagadnienie to odczarował doskonale wyważony film o dorastaniu, jakim jest „Lady Bird” Grety Gerwig. [Uwaga, tu będzie spoiler!] Na szczególną uwagę zasługuje scena, w której główna bohaterka (Saoirse Ronan) po raz pierwszy idzie do łóżka ze swoim wielkim crushem (Timothée Chalamet), a potem na wieść o tym, że jej Kyle miał wcześniej kilka partnerek, których liczby nawet dokładnie nie pamięta, wykrzykuje rozgoryczona: „Czemu nie prowadziłeś listy? Jesteśmy w liceum”. Chwilę później wyznaje: „Chciałam, żeby było wyjątkowo”. „Czemu?” – pyta jej partner i dodaje – „Jeszcze będziesz miała mnóstwo niewyjątkowego seksu w swoim życiu”. Ona jednak zastanawia się w duchu: „Ja byłam na górze! Kto, do cholery, jest na górze podczas pierwszego razu?!”. [Koniec spoileru]

Społeczeństwo zawyża znaczenie dziewictwa, więc oczekiwania nastolatków co do pierwszego razu windują w górę, wprowadzając ich w stan wyjątkowego napięcia. Nagle kilkunastoletnie życie koncentruje się wokół pierwszego doświadczenia seksualnego, które – tak jak wiele innych życiowych doświadczeń – może okazać się rozczarowujące. Miały być fajerwerki, a jest niezręcznie i w sumie trochę strasznie, bo co będzie, jak on powie wszystkim kolegom? Będzie wstyd! Wydaje się, że głównie po to termin „dziewictwo” funkcjonuje – żebyś czuła i czuł wstyd. Przed tym, że jeszcze je masz, że już go nie masz, że miałaś lub miałeś je za długo lub za krótko albo przed tym, że ktoś nieodpowiedni wpisał cię na swoją listę.

Z jednej strony wstyd, z drugiej – presja. Młodzi ludzie słyszą z ust rówieśników: „Nie zachowuj się jak cnotka” albo „Stary, piszczałeś jak dziewica!” i w ich głowie rodzi się przekonanie, że dziewictwo należy traktować na równi z obelgą. Dziewczyny boją się slutshamingu, ale przecież żadna nie chce być „nudziarą”. Chłopcy mają jeszcze trudniej. Koledzy powiedzą ci, że dopóki jesteś prawiczkiem, nie jesteś prawdziwym mężczyzną. Prawdopodobnie jesteś mięczakiem, nerdem jakimś, który nie ma jak udowodnić swojej orientacji seksualnej (tak jakby jeszcze homoseksualność była czymś złym). To wszystko sprawia, że utrata dziewictwa jest niczym więcej niż spektaklem odgrywanym przed rówieśnikami. No właśnie – utrata. Już samo wyrażenie „stracić dziewictwo” sugeruje nam, że oto postępujemy niewłaściwie, bo „stracić” można coś wyjątkowego, za czym się potem tęskni. A przecież uprawiając seks, zyskujemy nowe doświadczenie!

Wszystkie logiczne przesłanki wskazują więc na to, że dziewictwo to takie coś, czego nie ma. Istnieje, poniekąd, na poziomie psychicznym, szczególnie gdy wypełniamy głowy młodych ludzi przekoloryzowanymi obrazami i fantastycznymi opowieściami, ale pod kątem fizycznym – co potwierdzają ginekolodzy – niczego w nas nie zmienia. Możemy zrównywać dziewictwo z cnotą (za słownikiem PWN: „zespół dodatnich cech moralnych” i „przestrzeganie zasad etyki”) i klarować córkom, że nie muszą kłaść sobie plastrów ogórków na powieki, bo od tej cnoty cała twarz jaśnieje. Możemy powtarzać synom, że nie mogą nazywać siebie mężczyznami, dopóki nie zerwą owocu z czyjegoś drzewa. Albo przestać bić pianę i w końcu skupić się na edukacji. Pozbyć się „dziewictwa” ze słowników, a zamiast niego używać więcej słów, takich jak „bliskość”, „zaufanie”, „pożądanie”, „naturalny” oraz „Twoja” i „decyzja”.

Tekst: Klaudia Żark, Ilustracja: Jarek Danilenko

Newsletter

Zacznijmy dobrze naszą znajomość – zapisz się na nasz newsletter, a dostaniesz w prezencie zniżkę 5 zł na pierwsze i 10 zł na drugie zamówienie cykliczne o wartości powyżej 40 zł!