Your KAYA - Higiena intymna dla świadomychYour KAYA x Dominika Mazurek - wywiad | Your KAYA

Czas czytania: 7 min

Your KAYA x Dominika Mazurek - wywiad

Usiądźcie wygodnie. Do rozmowy o feminizmie i normalizacji okresu, a także o tym, jak język kształtuje naszą rzeczywistość, zaprosiliśmy Dominikę Mazurek, „feministkę z wyboru, idealistkę z natury”.

Czas czytania: 7 min

Your KAYA: Dominika, dziękujemy, że zgodziłaś się na rozmowę!

Zacznijmy może od tematu najbliższego naszej działalności, czyli od menstruacji. To, że miesiączka jest tematem tabu w społeczeństwie i w popkulturze, wydaje się dość oczywiste (Ty sama zwróciłaś na to uwagę w jednym z tekstów na swoim blogu). Jak wygląda to w towarzystwie bliskich Ci osób?

DOMINIKA MAZUREK: Dziś ani dla mnie, ani dla moich znajomych okres nie jest tematem tabu. Dotyczy to też zaprzyjaźnionych mężczyzn – jeśli umawiamy się, a ja nie mogę się spotkać ze względu na miesiączkę, to mówię im o tym otwarcie. Nie udaję i nie wymyślam powodów. Dzięki temu, że rozmawiam o tym bez wstydu, zawsze spotykam się z ich strony ze zrozumieniem.

Z czasów dzieciństwa pamiętam jednak nieprzyjemne sytuacje, w których chłopcy po prostu się z nas wyśmiewali. Nie wiem, czy wynikało to z onieśmielenia, czy może z tego, że podczas lekcji wychowania do życia w rodzinie, nie rozmawiało się we wspólnym gronie o tym, że dziewczynki mają okres. Być może nauczyciele chcieli stworzyć nam w ten sposób bezpieczne środowisko do rozmowy o dojrzewaniu. Kiedy dziś o tym myślę, wydaje mi się, że można było znaleźć na to rozwiązanie. Na przykład przeprowadzając dwie lekcje, w tym jedną wspólną, podczas której chłopcy byliby wprowadzeni w temat.

YK: Być może dlatego słowa „chyba masz okres”, częściej są w ich języku opisem fanaberii, niż powodem, dla którego możemy czuć się gorzej. Wynika to z niezrozumienia.

DM: Chyba coś w tym jest. Mogą nie rozumieć, że na parę dni przed okresem boli Cię głowa, że masz gorszy nastrój, że masz wzdęty brzuch (co u mnie jest klasykiem, zupełnie jakbym połknęła balon!). Pamiętam sytuację z początków mieszkania z moim chłopakiem, kiedy zostawiłam na wierzchu zużytą podpaskę. Zrobiłam to zupełnie nieintencjonalnie, po prostu zapomniałam – zdarza się. Mimo tego, że dobrze się dogadujemy, a okres nie jest dla nas tematem tabu, to było to dla niego pewne zaskoczenie. Z wiadomych przyczyn nie był to też widok, do którego był przyzwyczajony. Myślę, że kluczem jest w tym temacie otwarta rozmowa.

YK: W internecie z jednej strony mamy profile takie jak Twoje, Arleny Witt czy Kasi Koczułap, które oswajają z szeroko rozumianą cielesnością. Z drugiej strony - obserwujemy też wiele takich, które idealizują codzienność i kobiecość. Na tych stronach słowo na „o” właściwie nie istnieje. Gdzie jest twoim zdaniem złoty środek w mówieniu o okresie jak o czymś normalnym?

DM: A wiecie, że jakiś czas temu przeprowadziłam na sobie taki mały eksperyment? Z wielu stron słyszałam opinie, że Instagram jest wyidealizowany, że wszystko jest wyssane z palca. Pomyślałam sobie: „co jest?!” Przejrzałam swój feed: tutaj ograniczanie plastiku, tam podpaska wielorazowa, tu ktoś ma okres, tam ktoś jest w połogu. Pełna różnorodność, bez wstydu rozmawiamy o wszystkim. Wystawiłam więc głowę poza tę swoją bańkę i z przykrością muszę przyznać, że znalazłam tam wiele kont, które nie tylko idealizują codzienne życie, ale i znajdują bardzo duże zaangażowanie odbiorców.

Jeśli chodzi o normalizację okresu, to staram się być po środku. Z jednej strony mamy pomijanie tego tematu, a z drugiej: twórców pokazujących menstruacyjną krew. Domyślam się, że te osoby muszą spotykać się z ogromem krytyki i hejtu – przecież w niektórych odbiorcach już samo wspomnienie o okresie czy pokazanie wzdętego brzucha, powoduje niezrozumienie. Dostawałam już wiadomości o treści: „po co to robisz?”, „czy nie potrzebujesz w życiu intymności?”. Doceniam pracę tych osób, co nie oznacza, że zawsze mi się to estetycznie podoba. Moim zdaniem to rodzaj sztuki, a sztuka powinna uderzać i wywoływać emocje.

YK: Podobnie jak duża część naszych Czytelników i Klientów, masz teraz 24 lata. Jak opisałabyś ten czas w swoim życiu?

DM: Wow, to trochę jak terapia za darmo! ;) Myślę, że ostatni rok był najlepszym w moim młodym, dorosłym życiu. W tym czasie zakończyłam psychoterapię, która pomogła mi wyjść ze schematów i lęków oraz poradzić sobie ze stanami depresyjnymi. To był czas poszukiwania siebie – dziś mogę powiedzieć, że wiem, co chcę robić; jestem świadoma rzeczy, w które jestem dobra, ale i tych, w które jestem trochę mniej. Dzięki temu wiem, na czym się skupić, a z czego zrezygnować. To dla mnie czas dużej samoświadomości.

YK: Czy wszystkie te zmiany zawdzięczasz psychoterapii?

DM: Zdecydowanie tak. Jako dziecko byłam wzorową uczennicą, wszystko robiłam na tip-top. Prawda jest taka, że kiedy we wszystkim jesteś dobra, to nie masz szansy odkryć, co tak naprawdę lubisz. Skupiasz się na dobrych stopniach, spełniasz oczekiwania innych ludzi i nie dajesz sobie momentu na zastanowienie się, co sprawia Ci radość. Po szkole zaczęłam studia ekonomiczne, potem dziennikarskie, ale i one okazały się złym wyborem. Przeprowadziłam się z małego do dużego miasta, z chłopakiem żyliśmy w związku na odległość. Byłam w totalnej rozsypce. Zazdrościłam znajomym, dla których pierwszy wybór kierunku studiów był tym trafionym. To był dla mnie bardzo trudny czas, bo wciąż czułam, że w tym „wyścigu” jestem coraz dalej. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że powinnam dać sobie czas, odpocząć, przestać ciągle od siebie wymagać. Czas trwania terapii bywa różny – w moim przypadku wystarczył rok. W tym czasie uporałam się z lękami społecznymi, nabrałam odwagi i dowiedziałam się, czego tak naprawdę bym chciała od życia.

YK: To dlatego tak chętnie opowiadasz na psychoterapii na swoim profilu?

DM: Robię to przede wszystkim dlatego, że ja sama poszłam na terapię dzięki ludziom z internetu. Do tej decyzji dojrzewałam przez rok. Czułam, że życie trochę przelatuje mi przez palce, że bardzo dużo tracę, a terapia jest czymś, co może mi pomóc. Mimo to, wstydziłam się zrobić ten pierwszy krok. Zastanawiałam się, jak powiem o tym rodzicom, jak powiem znajomym? Co pomyślą o mnie te osoby? Że jest coś ze mną „nie tak”? Obserwowałam Jolę Szymańską czy Arlenę Witt, które oswajały swoją społeczność z tym tematem i zrozumiałam, że każdy z nas nosi w sobie nieprzepracowane tematy, a na psychoterapię można chodzić ze względu na zaburzenia, ale i dlatego, że chcesz lepiej siebie poznać.

To dla mnie najwspanialsze uczucie, kiedy dziś odbieram wiadomość w stylu: „dzięki tobie poszłam do psychologa”. No bo powiedzcie, po co innego miałabym być w internecie? OK - raz pokażę, co upiekłam, potem coś przeczytam albo poćwiczę. Ale nie ma większej wartości, niż kiedy ktoś zobaczy moje treści i pomyśli: „ta dziewczyna była na psychoterapii, jej to pomogło, mnie jest trochę ciężko, to może i ja pójdę?”.

YK: Pierwsze określenie, którego używasz do swojego opisu na Instagramie to „feministka”. Jak feminizm objawia się w twoim codziennym życiu?

DM: Gloria Steinem mówi, że najważniejsza jest w umiejętność słuchania się nawzajem i tworzenie poprzez to jak najbardziej inkluzywnego ruchu. Ja tak właśnie staram się robić w relacji z kobietami. Może to zabrzmieć banalnie, ale kiedy przychodzą do mnie z jakimś problemem, nigdy nie traktuję ich z góry ani stereotypowo. Zawsze staram się podejść do nich z otwartą głową, nawet jeśli ich troski nie zawsze są zgodne z moimi poglądami.

Zdaję sobie sprawę, że żyję w feministyczno-lewicowej bańce – z prawdziwą rzeczywistością spotykam się, kiedy ktoś woła albo gwiżdże za mną na ulicy albo gdy w szkole wykładowcy pozwalają sobie okropne komentarze względem innych dziewczyn. Dlatego dużo piszę o feminizmie i staram się w ten sposób odczarować jego czarny PR. Kto jak nie my będzie mówił i pisał o tym, że feminizm to przede wszystkim ruch kobiet, które dążą do wyrównania praw na każdym polu, a nie osoby wrogo nastawione do mężczyzn. Kiedy dodasz do takiej idei twarz i powiesz „mam na imię Dominika, jestem feministką, a oprócz tego: partnerką, studentką, córką”, to dla odbiorcy może stać się to dużo bardziej zrozumiałe.

Mój feminizm to też wychodzenie na ulicę z innymi dziewczynami, stawanie obok nich i nie chowanie głowy w piasek. Ze względu na lęk społeczny to nie zawsze było dla mnie jednak takie łatwe.

YK: Fajnie, że zwróciłaś na to uwagę. Wśród naszych czytelników na pewno są osoby, które wyznają pewne wartości, ale trudno im wyjść z nimi na ulicę.

DM: To prawda – nawet jeśli nie ma się żadnych zaburzeń, to może być to dla kogoś trudne. To nie jest komfortowa sytuacja – stać w tłumie i krzyczeć. Nie zawsze ma się na takie działania energię i czas i ja to doskonale rozumiem. Ale jeśli ktoś może i chce i ma na to przestrzeń umysłową, to niech uwierzy mi na słowo, że warto. To super doświadczenie: znaleźć się w grupie osób, które myślą podobnie i chcą iść w tym samym kierunku. To bardzo uskrzydla i daje nadzieję na dalszy aktywizm.

YK: Teraz będziemy Cię cytować ;) W internecie napisałaś kiedyś, że „żeby mieć beach body, wystarczy mieć ciało i pójść na plażę”. Bardzo nam się to podejście podoba, pięknie wpisuje się w nurt, o którym staramy się jak najwięcej pisać i mówić. Zdarzają się jednak dni, kiedy trudno jest być wobec siebie wyrozumiałym i wielu z nas atakują zupełnie nieproszone kompleksy i wyrzuty.

Jak to jest u Ciebie? Jak bardzo ciałopozytywność w hasłach przekłada się na ciałopozytywność w głowie?

DM: Myślę, że bardzo podobnie. Nie zawsze jest tak, że patrzę w lustro i się sobie podobam. To że dziś umalowałam twarz i ułożyłam włosy nie zdarza się codziennie. Czasem mam lepsze dni, czasem gorsze; zdarza się i tak, że pewnie wyglądam dobrze, a czuje się zupełnie odwrotnie.

Ogromny wpływ na to, jak o sobie myślimy ma to, czym się otaczamy, czyli w skrócie: to co podają nam media. Ja mam o wiele czystszą głowę, odkąd „przesiałam” swój feed i przestałam porównywać się do tego, co widzę w internecie. Tłumaczę sobie, że jest to ideał, który jest nieosiągalny, a czasem nawet nieludzki, bo wynika z pracy wielu osób, np. grafików.

Koniec końców wiem jednak, że mam ciało „w kanonie” i jest to bardzo duży przywilej, że ten problem nie dotyczy mnie bezpośrednio. Dzięki temu mogę dołożyć swoją cegiełkę do tego, żeby wesprzeć innych. Ciałopozytywność rozumiem jako wspieranie osób, których ciała są poza kanonem – otyłych, naznaczonych bliznami albo niepełnosprawnych. Ten ruch to dla mnie zwiększanie widoczności tych osób w internecie i w mediach, robienie dla nich miejsca i oddawanie im głosu.

YK: Ostatnio pisałaś na swoim InstaStory o tym, że język kształtuje rzeczywistość. Opisałaś to na przykładzie zwrotu: „mój partner/partnerka pomaga mi w domu”, które z założenia sprawia, że przypisujemy pełną odpowiedzialność za obowiązki domowe samym sobie.

Czy masz doświadczenia, w których to w jaki sposób mówiłaś, przełożyło się na twoje myślenie albo relacje?

DM: Na przykład kiedy zaczęłam używać regularnie feminatywów, czyli rzeczowników rodzaju żeńskiego określające zawody. Bardzo mnie razi, kiedy rozmówcy nie dbają o to w dyskusjach publicznych, bo wydaje mi się, że ma to ogromny wpływ na to, jakiego języka używamy na co dzień. Dla przykładu: kiedy w telewizji albo radiu mówi się: ”Polacy”, „lekarze”, „nauczyciele”, to w jakimś stopniu wymazuje się kobiety z rzeczywistości, w której w znacznej większości to one tworzą te zawody.

YK: W Your KAYA od pewnego czasu poruszamy temat menstruowania niezależnie od płci. Niektórzy twierdzą, że marki powinny stronić od zabierania głosu w podobnych tematach. Po tej rozmowie spodziewamy się już co prawda Twojej opinii, ale mimo wszystko chcielibyśmy zapytać Cię o zdanie ;)

DM: Moim zdaniem to super sprawa! Brakuje nam brandów, które nie boją się podjąć tematów ważnych społecznie. Jeśli zauważyliście, że Waszych produktów potrzebują osoby, które nie czują się w targecie i swoją komunikacją staracie się je zauważyć, to na pewno zasługuje to na pochwałę.

Zawsze mówię sobie tak: „jeśli my nie będziemy o tym mówić, to kto będzie to robił?”. Jeśli przestanę mówić o feminizmie i wiele innych osób również przestanie to robić, to kto będzie głosił nasze wartości? Jeśli ten temat jest bliski Waszej marce i nie boicie się wychodzić poza stereotypowe postrzeganie tego, do kogo kierujecie swoje produkty, to tak właśnie powinien wyglądać dobry marketing. Skupiony nie tylko na sprzedaży, ale też na budowaniu społeczności i wzmacnianiu w niej poczucia bezpieczeństwa.

YK: Powiedz nam, czego moglibyśmy Ci życzyć?

DM: Hmmm… empatycznej społeczności z otwartą głową. Myślę, że to dla każdego twórcy i każdej twórczyni jest bardzo ważne.

YK: A więc życzymy! Dziękujemy Ci pięknie za tę rozmowę!

DM: Dziękuję!

Dominikę możecie śledzić na jej profilu na Instagramie.

Ilustracja: Jarek Danilenko

Gdyby coś, to wiesz

Wchodź bez pukania, ściągaj buty i zakładaj ulubione kapcie. Jeśli myślisz, że w temacie miesiączki nic już nie jest w stanie cię zaskoczyć, zdziwisz się!

footerLogoDesktopfooterDesktopFullLogo
footerInstagramIcon2xfooterFacebookIcon2x

Napisz do nas [email protected]

Metody płatności

Obsługujemy wszystkie popularne metody płatności, wybierz tę, która odpowiada Ci najbardziej!

payuLogoDesktop
visaLogoDesktop

Daj do siebie napisać, będzie nam miło!