Kto wymyślił tampony? Co robili, jak nie było podpasek? | Your KAYA
Sklep
  • Nowości
  • Higiena intymna
  • Pielęgnacja
  • Miłe rzeczy
  • Zestawy
BlogFAQPraca
Zatrudniamy!

Wybierz inny kraj

Sklep
  • Nowości
  • Higiena intymna
  • Pielęgnacja
  • Miłe rzeczy
  • Zestawy
BlogFAQPraca
Zatrudniamy!

Wybierz inny kraj

Dawno, dawno temu… kobiety też menstruowały. Historia podpasek i tamponów

Prawdopodobnie nigdy nie zastanawia_ście się, kiedy wynaleziono tampony czy jednorazowe podpaski. Nic dziwnego - mamy to szczęście, że dla większości z nas korzystanie z tych środków menstruacyjnych wydaje się dość oczywiste, bo tak naprawdę nie znamy czasów, w którym tampony nie istniały. Bardzo chłonne, lekkie, na noc, wkładki, ze skrzydełkami lub bez - wybór jest ogromny. Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś ich nie było.

7 minczytania • Tekst: Ania Przetakiewicz

ilustracja yourkaya historia podpasek i tamponów

Ilustracja: Jarek Danilenko

Jak to wyglądało kiedyś?

Naszym przodkiniom znacznie trudniej było radzić sobie z comiesięcznym krwawieniem. Jeszcze nie tak dawno, bo w latach 50. czy 60., kobiety radziły sobie z menstruacją bez dostępu do współczesnych środków higienicznych. Co zastępowało podpaskę czy tampon? Najczęściej bawełniane kawałki materiałów, podpaski szyte ze ścinków krawieckich, czy wata, a czasem fragment gąbki. 

Zapytajcie swoich mam czy babć z jakich metod korzystały - gwarantuję, to naprawdę otwiera oczy. W historii kobiecej części mojej rodziny pojawiły się m.in. lignina, kawałki za małych spódnic czy koszul, wata, która podobno skrzypiała w trakcie chodzenia, czy taka w gazowej siateczce, uznawana już za luksusowe rozwiązanie. Wcześniej współczesne rozwiązania zastępowały jeszcze bardziej oryginalne zamienniki - od miazgi drzewnej, przez piasek, trawę, po kawałki wełny owczej. 

Menstruacyjna rewolucjonistka - historia podpaski

Podpaski, z których korzystamy dzisiaj, najczęściej składają się ze sprasowanej waty pokrytej cienką powłoką z folii lub celulozy. Z reguły mają też skrzydełka i samoprzylepną warstwę kleju, co pomaga utrzymać ją w pożądanym miejscu. Jednak współczesna podpaska przeszła wiele etapów, zanim osiągnęła dzisiejszą formę. 

Ich protoplastkami były materiałowe wkładki wielokrotnego użytku, często z wyhaftowanym inicjałem swojej właścicielki w rogu tkaniny. Taka podpaska przypominała bardziej materiałową szmatkę - składało się ją na trzy i mocowało się na specjalnej taśmie, którą kobiety zapinały wokół talii. Taki pas menstruacyjny miał zapobiec przemieszczaniu się chłonnej części - jednak dość nieskutecznie. Wyobraźcie sobie spacer z czymś, co przypominało pieluchę wepchniętą w bieliznę… Brrr.

Kto wymyślił podpaski, które znamy? 

Pierwsze jednorazowe podpaski powstały przypadkowo - wymyśliły je pielęgniarki we Francji, które poszukiwały sposobu na zatrzymanie nadmiernego krwawienia... na polu bitwy. Były wykonane z bandaży i miazgi drzewnej, co dawało zaskakującą chłonność. Szybko odkryto, że ten wynalazek świetnie sprawdzi się również aby powstrzymać przepływ krwi menstruacyjnej.  

Pomysł podchwycili komercyjny producenci i już w 1888 roku pierwsze modele pod nazwą Southall pojawiły się na rynku w Wielkiej Brytanii. Później, bo już po I wojnie światowej, firma Kotex wprowadziła na rynek podpaski wyprodukowane z niewykorzystanych zapasów opatrunków. Mimo początkowej reakcji wzburzenia, firma wkrótce zyskała rzeszę stałych klientek, a w 1927 roku na sprzedaży podpasek zarobiła aż 11 milionów dolarów.  

Pierwszym podpaskom wciąż jednak daleko było do dzisiejszych komfortowych modeli. Najwcześniejsze jednorazowe wkładki miały zwykle postać waty lub włóknistego prostokąta pokrytego chłonną owijką. Końce podpaski nadal były montowane na specjalnym pasie. Pierwsze modele samoprzylepne pojawiły się dopiero w latach 70. XX wieku. Rewolucyjne okazały się także podpaski ze skrzydełkami, które w masowo zaczęto produkować dopiero z początkiem lat 90.

Jednorazowe podpaski - wielorazowe zakłopotanie

W 1897 roku firma Johnson & Johnson opracowała swój własny produkt. Problem polegał jednak na tym, że jego nazwa była zbyt dosłowna, a kobiety wstydziły się prosić o produkt. Z tego względu na początku lat dwudziestych zmieniono nazwę na neutralną i niewiele mówiącą - Nupak. To zresztą nie jedyna trudność, z jaką mierzyli się wówczas sprzedawcy środków higienicznych. Kobieca miesiączka była wtedy przecież tematem tabu, a więc i jakakolwiek reklama podpasek nie wchodziła w grę. Reklamowanie takich produktów zresztą wręcz nie było możliwe! Do 1972 roku w Stanach Zjednoczonych obowiązywał prawny zakaz reklamowania środków do kobiecej higieny intymnej. Pierwsze informacje o nowych produktach dla kobiet pokazywane były zatem w zawoalowany, niebezpośredni sposób, a słowo “okres” padło w telewizyjnej reklamie pierwszy raz dopiero w 1985 roku w reklamie firmy Tampax. Na odwagę zdobyła się wtedy aktorka Courteney Cox, a echa wspomnianego spotu długo nie gasły. Zresztą w Polsce było podobnie. Kiedy z początkiem lat 90. w telewizji pojawiła się pierwsza reklama podpasek ze słynnym zdaniem "Z pewną taką nieśmiałością", w społeczeństwie zawrzało.

Krwawa historia tampona 

Współczesna kobieta w ciągu życia zużyje ponad 16 tysięcy tamponów. Od tysięcy lat żeńskie genitalia przyjmowały różne bardzo dziwne, a czasem i obrzydliwe przedmioty czy zwitki materiałów. Starożytne Rzymianki zabezpieczały się tamponami wielokrotnego użytku z owczej wełny, a z kolei w niektórych regionach Afryki kobiety radziły sobie tworząc małe rolki z włókien roślinnych, na przykład trawy. Jednak według historyków, środki zbliżone do dzisiejszych tamponów nawet jeszcze w XVIII i XIX wieku traktowane były wyłącznie jako urządzenie antykoncepcyjne, sposób rozprowadzania lekarstw, a nawet metoda leczenia czy powstrzymania porodu i - w co trudno uwierzyć patrząc z dzisiejszej perspektywy - bardzo długo nikt nie łączył ich z miesiączką. 

A zatem kto wymyślił tampony? 

Współczesny tampon jest nieco młodszy od swojej siostry podpaski. W 1931 roku Earle Haas, lekarz rodzinny z Kolorado opracował tampon wykonany ze sprasowanych warstw bawełny. Co ważne, od razu wyposażył go w tekturowy aplikator ułatwiający wkładanie materiałowych rulonów do pochwy, i w ten sposób zapoczątkował nowy rozdział w historii miesiączki. Kiedy 5 lat później Gertrude Tendrich, amerykanka niemieckiego pochodzenia, kupiła patent Haasa i założyła firmę Tampax, tampony stały się bardziej dostępne, a ich użycie zaczęło wzrastać. Przebojem była również dyskretna sprzedaż tych tamponów (pamiętajcie, w tamtym czasie to wciąż temat tabu) - sprzedawany w zwykłych, nieoznakowanych opakowaniach i dostarczany pocztą pozwalał zachować miesiączkę w sekrecie.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego tampony z aplikatorem stały się takim hitem. Historia jest smutna i pokazuje piętno, jakim naznaczona była nasza menstruacja przez lata. Otóż w ubiegłym wieku wiele osób (jak możemy się domyślać - głównie mężczyzn), odczuwało dyskomfort na samą myśl, że kobiety w jakikolwiek sposób dotykają się w okolicy pochwy. Było to uznawane za wysoce niestosowne, a wręcz wulgarne. Fakt, że robią tak w celu umieszczenia w waginie tamponu podczas miesiączki niczego nie zmieniał. Dlatego wynalezienie teleskopowego aplikatora pomogło ominąć ten “przerażający” element samodotyku.

Kolejny przełom

Niestety, ówczesnym tamponom wciąż daleko było do dzisiejszych standardów. Przede wszystkim były dużo większe i mniej poręczne niż obecnie, a ich aplikacja często powodowała dyskomfort i zajmowała sporo czasu. Dlatego prawdziwa rewolucja nadeszła w 1936 roku, kiedy Judith Esser Mittag, niemiecka ginekolog, wynalazła sprasowany tampon, który rozprężał się dopiero po umieszczeniu w pochwie. Taki środek nie wymagał aplikatora, ponieważ ze względu na niewielkie rozmiary można było wygodnie i szybko umieścić go w pochwie. 

Ale uwaga - to nie koniec wyboistej drogi tamponów. W 1975 roku na rynek trafiły sensacyjne tampony Rely, wykonane z syntetycznych materiałów. Jednym z nich była karboksymetyloceluloza, czyli CMC, który nadawał tamponom legendarną wręcz chłonność - podobno niektóre kobiety nosiły jeden tampon przez cały okres miesiączki. Wkrótce po chwilowym boomie okazało się, że “innowacyjne” materiały znacznie szybciej niż bawełna namnażają bakterie, czego konsekwencją jest TSS - zespół wstrząsu toksycznego. Pod koniec 1979 roku zaczęły pojawiać się pierwsze informacje o kobietach zmarłych na tę chorobę, a tampony w atmosferze skandalu zniknęły ze sklepowych półek. 

Odbiór społeczny

Tampony również nie miały lekkiego życia w świecie reklamy. Oblana rumieńcem wstydu kobieca menstruacja była skrzętnie ukrywana przed światem, dlatego początkowo informacje o nowych środkach zabezpieczania się przed kłopotliwym krwawieniem trafiały do zainteresowanych pocztą pantoflową. Warto dodać, że przez długi czas tampony reklamowane były tylko zamężnym kobietom, ponieważ istniała powszechna obawa przed przypadkową utratą dziewictwa i przerwaniem błony dziewiczej - która notabene po dziś dzień jest żywa w niektórych kręgach. 

Jednak mimo że niechęć do tamponów była znacznie większa niż do “starych, dobrych” sprawdzonych podpasek, ich sprzedaż rosła w imponującym tempie, a przeprowadzone w 1940-1944 roku badanie wykazało, że około ¼ kobiet regularnie z nich korzystała. Zresztą nic dziwnego - tampony totalnie zrewolucjonizowały okres, dając osobom, które menstruują szansę, by żyć bez ograniczeń - chodzić na basen, uprawiać sport, a co ważniejsze - rozpocząć aktywność zawodową i fizyczną kobiet, bez utrudnień w trakcie miesiączki. Z tego też powodu wiele lat później, w 1986 roku, magazyn Consumer Reports ogłosił tampon (obok m.in. klimatyzacji i butów do biegania) jednym z „50 małych cudów i wielkich wydarzeń, które zmieniły życie konsumentów”. Zacne grono!

Na koniec mała dygresja. Obecnie każdy tusz do rzęs czy żel do kąpieli musi zawierać listę składników na opakowaniu, ale pudełko tamponów czy podpasek - nie. Dlatego też brakuje świadomości, z czym ma styczność nasze ciało. Tymczasem do dziś, większość znanych korporacji do wyrobu kobiecych środków higienicznych stosuje kontrowersyjne substancje, np. dioksyny znajdujące się w sztucznie bielonym jedwabiu, pestycydy czy chlor. Nauczyłyśmy się już sprawdzać skład produktów spożywczych czy kosmetyków, które stosujemy, zatroszczmy się więc też o swoje waginy!

Źródła:

Tekst: Ania Przetakiewicz Ilustracja: Jarek Danilenko

Newsletter

Zacznijmy dobrze naszą znajomość – zapisz się na nasz newsletter, a dostaniesz w prezencie zniżkę 5 zł na pierwsze i 10 zł na drugie zamówienie cykliczne o wartości powyżej 40 zł!