Nuda jest okej!

Udostępnij

Nuda jest okej!

Jeśli na pytanie „co robisz?”, pada odpowiedź „nudzę się”, kolejną kwestią, jaka pojawi się w tej rozmowie, nie będzie raczej „ach, to nie przeszkadzam”. A gdyby jednak potraktować nudę jako ważne zajęcie?

Ewa Stanicka

Opublikowano: 2.07.20215 minczytania

ilustracja nuda ok

Ilustracja: Zuzanna Warszczyńska

  • Niechciana pustka
  • Nuda nudzie nierówna
  • Lekarstwo na nudę? Nuda jako lekarstwo!
  • Szybciej, lepiej, bardziej!
  • Jak znaleźć złoty środek?

Słowo „nuda” nie ma szczególnie pozytywnych konotacji. Kojarzy się z niechcianym stanem znużenia i obojętności, który sprawia, że minuty lub godziny trwają jakby całe wieki. Znudzonej osobie staramy się zaproponować angażujące zajęcia, które mają za zadanie wyciągnąć ją z udręki zniechęcenia i braku zaangażowania. Być może jednak warto się przyjrzeć temu zjawisku nieco dokładniej. Co jest jego przyczyną? Dlaczego budzi w nas taką niechęć? Co mogłoby się stać, gdybyśmy zmienili do niego podejście? Przyjrzyjmy się więc nudzie i temu, jakie skarby może w sobie kryć.

Niechciana pustka

XIX-wieczny filozof Arthur Schopenhauer uważał, że nuda jest dowodem na bezsens istnienia – gdyby nasze życie rzeczywiście miało znaczenie, nie odczuwalibyśmy znużenia tym, co się w nim dzieje. Schopenhauer zapisał się jednak w historii filozofii jako radykalny pesymista (w ubiegłej dekadzie został też bohaterem serii nihilistycznych memów), większość z nas może więc uznać jego podejście za pewną przesadę. Nie ulega jednak wątpliwości, że stan nudy budzi dyskomfort – kiedy nie mamy żadnego szczególnego punktu zaczepienia, otwiera się przejście do obszarów psychiki, w których raczej nie chcemy przebywać. Zwracamy większą uwagę na to, co postrzegamy jako negatywne: brak satysfakcji z wykonywanego zajęcia, poczucie niespełnienia, ograniczone możliwości, cechy charakteru lub wyglądu, które uważamy za swoje niedostatki… Brakuje nam impulsu do działania, które pozwoliłoby osiągnąć większe zadowolenie, więc szukamy bodźców zewnętrznych, które pomogą zagłuszyć niechciane myśli – trudno pewnie byłoby znaleźć osobę, która choć raz w takiej chwili nie sięgnęła po przeglądanie czasopism, scrollowanie social mediów czy oglądanie seriali. Czasem takie rozwiązanie działa, jednak często to ciągle za mało. Dlaczego?

Nuda nudzie nierówna

Międzynarodowa grupa naukowców, której przewodził Thomas Goetz z Uniwersytetu Wiedeńskiego, ustaliła, że istnieje kilka rodzajów nudy. W toku dalszych badań postawiła także tezę, że w swoim życiu doświadczamy zwykle tylko jednego, maksymalnie dwóch z nich, zgodnych z naszym ogólnym usposobieniem – wychodzi więc na to, że każda_y z nas nudzi się w swoim stylu. Typologia przedstawia się następująco:

  • nuda obojętna (ang. indifferent boredom) – wiąże się ze zmęczeniem i wycofaniem, jednak możliwy jest też stan swoistego relaksu;

  • nuda regulacyjna (ang. calibrating boredom) – osoby doświadczające nudy tego typu odczuwają znużenie, nie dążą jednak aktywnie do zmiany sytuacji – chciałyby się czymś zająć, jednak nie mają pomysłu, co mogłoby to być;

  • nuda badawcza (ang. searching boredom) – charakteryzuje się doświadczaniem niepokoju i poszukiwaniem czegoś, co pozwoli odwrócić uwagę – takie osoby poszukują na przykład hobby, które pozwoli im wypełnić czas;

  • nuda reagująca (ang. reactant boredom) – wiąże się z podenerwowaniem, czasem graniczącym z agresją, w wyniku czego rodzi się potrzeba ucieczki (niekoniecznie metaforycznej).

Kilka lat po opublikowaniu swojej pracy badacze dodali do listy kolejny typ, który określili jako nuda apatyczna (ang. apathetic boredom). Wiąże się ona między innymi z poczuciem bezradności i jest powiązana z występowaniem stanów depresyjnych.

Lekarstwo na nudę? Nuda jako lekarstwo!

Co jeszcze wynika z badań nad nudą? Okazało się, że jest to znacznie bardziej pożądany stan, niż mogłoby się wydawać. Po pierwsze nuda dostarcza nam istotnych informacji o nas samych. Jeśli czujemy się znudzeni, to znak, że coś nie działa tak, jak powinno. Być może praca, która miała dawać satysfakcję, nie spełnia naszych oczekiwań? Być może hobby, które dotąd sprawiało nam radość, straciło swój urok? Być może kolejny kurs na interesujący nas temat powiela tylko to, co już wiemy? Każda z tych sytuacji kryje w sobie podobną informację: nie jesteśmy zestrojeni ze swoimi obecnymi potrzebami i aspiracjami. Zmieniamy się i rozwijamy przez cały czas, takie momenty są więc nie do uniknięcia. Nuda stanowi wówczas pomocny sygnał, że warto przyjrzeć się bliżej nużącej sytuacji i wprowadzić modyfikacje (choćby niewielkie), które pomogą nam odzyskać utracone zainteresowanie.

Naturalny motywator

Drugą zaletą nudy jest jej zdolność do motywowania działania i inspirowania zmian. To naturalny odruch, że szukamy rozwiązań dla problemów oraz usprawnień dla tego, co działa nie do końca tak, jak powinno. Wiele osób twierdzi, że najlepsze pomysły przychodzą do głowy podczas rutynowych, powtarzalnych czynności, takich jak prowadzenie samochodu na dobrze znanej trasie, zmywanie czy odkurzanie, a prysznic stał się niemal symboliczną wylęgarnią oryginalnych myśli. Gdy nie dajemy swojemu umysłowi czegoś, na czym musi się skoncentrować, nasze myśli mogą „podążać swoimi ścieżkami”, dzięki czemu uruchamiają się procesy przetwarzania i łączenia znanych już informacji. To dzięki temu nagle widzimy rozwiązanie sytuacji, która dotąd wydawała się bez wyjścia.

Oczyszczająca bezczynność

Kolejną korzyść nudy stanowi swego rodzaju oczyszczenie umysłu. Wydaje się to szczególnie ważne w czasach, w których – jak stwierdził Simon Reynolds w książce Retromania – nuda nie jest głodem, tylko brakiem apetytu. To do stanu oczyszczenia dążymy podczas medytacji i praktyki mindfulness – tyle że one mają dużo lepszy PR niż nieefektowna nuda. Skutek jednak jest podobny. Dzięki wycofaniu się z pełnego rozpraszających, a często męczących bodźców środowiska uspokajamy system nerwowy, a nasze myśli mają szansę zwolnić. To trochę jak czyszczenie pamięci podręcznej komputera czy przewietrzenie pokoju – usuwamy to, co w nas niepotrzebnie zalega, i zwalniamy przestrzeń, by móc ją dalej dowolnie zapełniać, a napływające do nas obrazy i informacje znów będą wzbudzać w nas autentyczne zainteresowanie, a nie tylko zmęczenie ich nadmiarem.

Szybciej, lepiej, bardziej!

Specjaliści w zakresie psychologii i pokrewnych jej dziedzin zgadzają się co do tego, że nastawienie na wydajność i efektywność, które zdają się głównymi przykazaniami naszych czasów, wyrządza wielkie szkody w ludzkiej psychice. Pracujemy zbyt dużo, nie mamy czasu na regenerację, praca wdziera się do naszych domów, okradając nas z czasu wolnego. Konsekwencją jest obniżenie nastroju, podatność na choroby, apatia, zniechęcenie, a także… spadek wydajności, o którą przecież tak walczymy, optymalizując każdy aspekt naszej codzienności. Wzrasta więc zainteresowanie nudą jako środkiem zaradczym przeciwko wypaleniu – takie podejście może co prawda przynieść oczekiwane efekty, jednak generuje ono kolejny problem. Sprowadzając nudę do roli kolejnego zasobu w walce o większą wydajność, wpadamy wciąż w tę samą pułapkę podporządkowywania się kultowi produktywności.

Jak znaleźć złoty środek?

Źródła zorientowane na wykorzystanie nudy w służbie zwiększania efektywności proponują zaplanowanie czasu na nudę w ciągu dnia. Brzmi to dość paradoksalnie (lub korporacyjnie), jednak nie jest całkowicie pozbawione sensu. Wygospodarowanie czasu na bezczynność (której nuda może być efektem) pozwoli nam się odciążyć i nie brać zbyt wiele na swoje barki. Jeśli w takich chwilach czujemy pokusę sięgania po telefon lub siadania do komputera, możemy wspomóc się technologiami, które na określony czas blokują dostęp do mediów, od których chcemy odpocząć – do popularnych aplikacji należą na przykład Freedom, Flipd czy WasteNoTime. Z czasem odruch sięgania po wypełniacze czasu powinien się zmniejszać, a bezruch – stawać się coraz bardziej komfortowy. Może uda się także wykształcić nawyk poddawania się „nudzie” lub „lenistwu”, które samo do nas przychodzi – bez planowania, bez racjonalizowania i bez wyrzutów sumienia, że marnujemy cenne godziny.

To ciekawy znak czasów, że próbujemy na nowo uczyć się tego, co przez stulecia odrzucaliśmy jako niepożądane czy bezwartościowe. Okazuje się, że optymalizacja ludzkich zwyczajów często prowadzi na manowce i rezygnując z tego, co mogłoby wydawać się zbędne, zaburzamy działanie delikatnego ekosystemu. Jeśli więc dopadnie nas nuda, potraktujmy ją priorytetowo.

Podobne

Regularna porcja wiedzy prosto do Twojej skrzynki

Co tydzień dzielimy się z Tobą specjalnie wybranymi artykułami, które piszemy we współpracy z ekspertami medycyny i psychologii. Co Ty na to?

Regularna porcja wiedzy prosto do Twojej skrzynki

Co tydzień dzielimy się z Tobą specjalnie wybranymi artykułami, które piszemy we współpracy z ekspertami medycyny i psychologii. Co Ty na to?

B. Bairda, J. Smallwood, J.W. Schoolera, Back to the future: Autobiographical planning and the functionality of mind-wandering, „Consciousness and Cognition” 2011, vol. 20, i. 4, https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S1053810011001978 [dostęp z dn. 29.06.2021].

A. Elpidorou, The bright side of boredom, „Frontiers in Psychology” 2014, vol. 5, https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fpsyg.2014.01245/full [dostęp z dn. 29.06.2021].

T. Goets, A.C. Frenzel, N.C. Hall et al., Types of boredom: An experience sampling approach, „Motivation and Emotion” 2014, vol. 38, i. 3, https://www.researchgate.net/publication/261214289_Types_of_boredom_An_experience_sampling_approach [dostęp z dn. 29.06.2021].

S. Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, Warszawa 2018.

Autor_ka

Ewa Stanicka
Zobacz inne artykuły

Well-being

Balagan od podszewki – o marce, która nie uznaje kompromisów

Z kartki papieru na sklepową półkę prowadzi droga pełna poprawek. Jak mówi współzałożycielka Agata Matlak-Lutyk: „Zazwyczaj te rzeczy wychodzą w bólach”.

Karolina Liczbińska

CBD: o co biega?

Karolina Liczbińska