Sprawdzone źródło

Nasze standardy sprawdzania źródeł

You KNOW to tylko rzetelne informacje oraz aktualne i wiarygodne źródła. Teksty oznaczone jako „SPRAWDZONE ŹRÓDŁO” zostały zweryfikowane przez ekspertkę_a – dzięki temu masz pewność, że czytasz najwyższej jakości treści.

You KNOW

Aplikacje do monitorowania cyklu – przyjaciel czy szpieg?

Aktualizacja: 4min.

Aplikacje służące do monitowania cyklu miesiączkowego należą do czołówki najpopularniejszych aplikacji mobilnych w kategorii zdrowie. Nic dziwnego, że wiele kobiet zastąpiło nimi tradycyjne kalendarzyki. Dzięki algorytmom automatycznie wyliczającym daty kolejnych menstruacji i dni płodnych śledzenie własnego cyklu jeszcze nigdy nie było tak wygodne. Wirtualne kalendarzyki są proste w obsłudze, przyjemne dla oka i dają większe poczucie prywatności niż papierowe notatniki. Czy jednak rzeczywiście są tak dyskretne, jak może nam się wydawać?

Mobilne kalendarzyki reklamowane są hasłami, które obiecują kobietom więcej wygody i wolności — znika konieczność pilnowania faz cyklu, gdyż automatyczne powiadomienia dbają o to, by użytkowniczka była informowana na bieżąco, co dzieje się z jej ciałem. Ponadto dzięki licznym funkcjom dodatkowym może ona obserwować zmiany w kondycji włosów i skóry, monitorować swój nastrój i apetyt, a także analizować informacje takie jak kolor i konsystencja wydzieliny z pochwy. Niewątpliwie wszystkie te dane są istotne z punktu widzenia dbania o zdrowie — dzięki nim zauważenie odstępstw od osobistej normy pozwoli na szybszą diagnozę ewentualnych problemów. Zanim jednak całkowicie zaufamy aplikacjom, przyjrzyjmy się, czego mogą chcieć w zamian ich autorzy.

Kolorowe aplikacje, którym zdajemy szczegółowe raporty ze swojego stanu zdrowia, niekoniecznie kierują się troską o nasze samopoczucie. Odpowiedzmy sobie szczerze: jak często studiujemy warunki użytkowania aplikacji i politykę prywatności, które przedstawia nam się podczas zakładania nowego konta? Umowy te są zwykle długie, dosyć ogólne i niejednoznaczne, a po pobieżnym przejrzeniu mogą wydawać się całkiem niewinne. Poza tym, jeśli chcemy korzystać z danego serwisu, nie mamy tak naprawdę wyboru — „zgadzam się” to jedyna dostępna opcja. Jeśli warunki nam nie odpowiadają, jedyne, co możemy zrobić, to zrezygnować z utworzenia konta. Deweloperzy z łatwością mogą więc wykorzystać tę okazję do wymuszenia na użytkownikach zgody na przetwarzanie ich wrażliwych danych (których poufność jest przecież podstawą etyki lekarskiej) w sposób, jakiego wcale by sobie nie życzyli.

Co dzieje się z danymi, które zbierane są w taki sposób? Testerzy organizacji Privacy International odnotowali, że ponad 60% z testowanych przez nich 36 aplikacji automatycznie przesyła dane do Facebooka. Nietrudno zauważyć, że nasze „zeznania” mają wpływ na reklamy — jeśli informujemy aplikację o bolesnej miesiączce, algorytmy reklamowe mogą zakwalifikować nas do grupy docelowej środków przeciwbólowych. Zazwyczaj jesteśmy świadomi tego zjawiska, nie zmienia to jednak faktu, że wykorzystywanie np. danych na temat masy ciała użytkowniczki do wyświetlania reklam produktów dietetycznych nie ma wiele wspólnego z obiecywaną wolnością. Trudno też ocenić, w jakim stopniu polecane treści wpływają nie tylko na zwyczaje zakupowe osób, którym są wyświetlane, lecz także na stopniowe kształtowanie ich zachowań i poglądów.

Możemy podejrzewać, że firmy kupujące dane nie ograniczają się tylko i wyłącznie do profilowania reklam. Nie istnieją żadne raporty na temat tego, jakiego rodzaju bazy danych budowane są na podstawie naszych prywatnych informacji. Podejrzenie, że możemy być swego rodzaju ochotnikami w eksperymentach medycznych brzmi dosyć paranoicznie, warto jednak przyjrzeć się tej tezie — setki tysięcy użytkowniczek „zwierzają się” aplikacjom ze swoich nastrojów, stanu zdrowia, fizycznego samopoczucia, podniecenia, ilości stosunków seksualnych. Aplikacja wie, kiedy czujemy się pobudzeni, wystraszeni czy zmęczeni. W połączeniu z innymi danymi, takimi jak obserwowane konta czy sposoby poruszania się po internecie, łatwo jest opracowywać całe profile zachowań. Są to informacje przydatne nie tylko reklamodawcom — przypomnijmy chociażby skandal z udziałem firmy Cambridge Analytica, która bez zgody wykorzystała dane milionów użytkowników Facebooka w celach usprawniania kampanii wyborczych. Jeśli partie polityczne mają coraz lepsze możliwości manipulowania opiniami na podstawie osobistych danych, pod znakiem zapytania staje bezpieczeństwo demokracji.

Wycieki danych to największa kontrowersja dotyczącą aplikacji miesiączkowych, nie jest to jednak niestety koniec listy zarzutów. Wątpliwość budzi także opracowanie merytoryczne — wiele aplikacji podtrzymuje mit dotyczący metody kalendarzyka jako skutecznej formy antykoncepcji, autorzy nie powołują się też na żadne naukowe źródła, na podstawie których programowane były funkcje. Także interfejs może pozostawiać wiele do życzenia i nie chodzi tu wcale o wygodę obsługi. Eve, jedna z najpopularniejszych aplikacji-kalendarzyków, była krytykowana za zwracanie się do użytkowniczek per „dziewczyny” oraz za system oznaczeń graficznych — użytkowniczki mogą notować przebieg swego życia seksualnego za pomocą emotikon przedstawiających brzoskwinie i banany (także banany w kondomach), mogą również zaznaczyć, że są „banana free”. Wiele osób uważa takie rozwiązanie za zabawne, inni krytykują autorów za infantylizację, nieobecną w innych rodzajach aplikacji związanych ze zdrowiem. Kolejnym przykładem nietrafionego rozwiązania jest przeznaczona do monitorowania samopoczucia podczas ciąży aplikacja Glow Nurture. Ma ona opcję utworzenia połączonego z kontem głównym dodatkowego konta dla partnera, co z założenia ma bardziej zaangażować go w przebieg ciąży. W praktyce jego zadaniem jest „obiektywne spojrzenie” na nastrój kobiety i potwierdzenie lub zanegowanie słuszności jej deklaracji. Wygląda na to, że autorzy tego pomysłu nie mają zbyt wielkiego zaufania do kobiet, nawet w zakresie oceny ich własnych odczuć.

Czy w takim razie powinnyśmy unikać „menstruapps” jak ognia? Niekoniecznie. Znajomość własnego cyklu jest bardzo istotna, a aplikacja może być najwygodniejszym źródłem dostępu do danych na jego temat. Sprawdzajmy jednak politykę prywatności i inne dostępne dokumenty. Zwróćmy uwagę na pochodzenie aplikacji — jeśli powstała na terenie Unii Europejskiej, z uwagi na obowiązujące prawo podlega pod bardziej restrykcyjne ograniczenia udostępniania danych niż np. aplikacje amerykańskie. Pamiętajmy także, żeby algorytmów nie traktować jak wyroczni — automatycznie generowane porady nie mogą zastąpić wizyty u lekarza. 

Pokaż Ukryj źródła źródeł

Data dodania: 14/08/2022

Data aktualizacji: 14/08/2022

Autor_ka:

Ewa Stanicka