Język trolla, czyli jak rozpoznać i walczyć z przemocą internetową

Udostępnij

Język trolla, czyli jak rozpoznać i walczyć z przemocą internetową

Według danych ONZ 85% dorosłych kobiet na świecie doznało lub było świadkiem przemocy online wobec innej kobiety. Jak się bronić i jak reagować? Przeczytaj nasz poradnik.

Ada Banaszak

Opublikowano: 11.04.2022 8 minczytania

przemoc online wobec kobiet – ilu

Ilustracja: Zuzanna Warszczyńska

  • Krótki słowniczek przemocy online
  • Co robić, kiedy spotyka nas przemoc?
  • Co robić, by przemocy było mniej?
  • PS Fake news
  • Tak, wszystkie kobiety

Jeżeli kiedykolwiek na widok powiadomienia na Instagramie czy Facebooku poczułaś_eś nieprzyjemny ścisk w żołądku, prawdopodobnie doświadczyłaś_eś już kiedyś przemocy w internecie.

Jeżeli osoba – znajoma lub nieznajoma – wysyła Ci obraźliwe wiadomości lub komentarze (kilka przykładów z książki Nie obraź się, ale: „Brzydki masz ryj”, „Jesteś mądra, ale po co te cycki”, „Sama skóra i kości”), to wiedz, że coś się dzieje, a konkretnie – dzieje się przemoc.

Jeżeli ktoś udostępnia Ci zdjęcia swoich genitaliów czy inne treści pornograficzne, chociaż nie wyraziłaś_eś na to zgody, lub okrasza Twoje posty komentarzami dotyczącymi Twojego ciała czy orientacji – to przemoc seksualna.

Jeżeli ktoś Cię nęka, zasypuje wiadomościami i czujesz, że śledzi każdy Twój onlajnowy krok – to stalking.

Choć ofiarą cyberprzemocy może zostać każdy, według raportu Helsińskiej Organizacji Praw Człowieka z 2017 roku to kobiety są najczęściej narażone na tego rodzaju ataki – od nieprzyjemnych komentarzy i podważania kompetencji przez niedwuznaczne propozycje po groźby i nękanie. Według danych przedstawianych przez jedną z agencji ONZ85% dorosłych kobiet na świecie doznało lub było świadkiem przemocy online wobec innej kobiety.

To, czego doznają kobiety czy osoby LGBTQ+ w internecie, nie jest specyficzne dla tego kanału komunikacji. To jeden z objawów kultury gwałtu – kultury, w której przemoc seksualna oraz przemoc wobec niemężczyzn i osób nieheteroseksualnych jest normalizowana, bagatelizowana i staje się integralną, powszechnie akceptowaną częścią życia – online i offline. Pisaliśmy o tym już przy okazji tekstu o catcallingu.

Krótki słowniczek przemocy online

Sposobów na wyrządzenie komuś krzywdy w internecie jest niepokojąco dużo – od rozpowszechniania nieprawdziwych informacji przez blokadę kont po kradzież danych lub groźby karalne. Poniżej wyjaśniam najpopularniejsze z terminów, z którymi możecie się zetknąć w tym kontekście.

Trolling

Trolling to (w dużym skrócie) zachowanie mające ośmieszyć lub zastraszyć jakąś osobę, grupę osób czy instytucję, których punkt widzenia nie pokrywa się ze światopoglądem trolla. Może on przybierać różne formy: od memów i hasztagów po prześladowanie, grożenie śmiercią, szantaż, stalking czy zachowania takie jak doxxing (patrz niżej) lub przemoc seksualna. Jednym z najbardziej znanych na świecie trolli jest Donald Trump, który w swoich wypowiedziach (czy to w mediach społecznościowych, czy w wywiadach, czy na wiecach) nie stroni od rasistowskich bądź seksistowskich tekstów rzucanych tylko po to, żeby wywołać poruszenie wśród komentatorów.

Doxxing

Doxxing to ujawnienie w sieci prywatnych informacji dotyczących danej osoby, aby ją zastraszyć, prześladować lub szantażować. Doxxingiem było na przykład ujawnienie adresu domowego polityczki odpowiedzialnej za projekt ustawy antyaborcyjnej (której imienia nie będę tu przywoływać, bo skacze mi ciśnienie) przez przedstawicielki Strajku Kobiet. Może nim być również między innymi publiczne ujawnienie deadname’u osoby transpłciowej (imienia nadanego tej osobie przy narodzinach, a obecnie w danym środowisku przez tę osobę nieużywanego).

Kradzież tożsamości

Kradzież tożsamości to podszywanie się pod daną osobę bez jej wiedzy, na przykład używanie jej karty kredytowej lub podawanie danych osobowych, często w celu umożliwienia sobie dalszych oszustw (na przykład zaciągnięcia kredytu na dane ofiary).

Do pozyskania prywatnych informacji złodzieje mogą użyć metody zwanej phishingiem – polega ona na wyłudzaniu danych na przykład za pomocą fałszywych stron internetowych (do złudzenia przypominających przykładowo stronę banku lub firmy kurierskiej) i maili nakłaniających do ujawnienia danych osobowych.

Przemoc seksualna związana ze zdjęciami i nagraniami

Revenge porn to rozpowszechnianie prywatnych materiałów przedstawiających akty seksualne czy nagość bez zgody osoby, która w nich występuje, w celu zemsty za jakieś działania. Ten rodzaj przemocy najczęściej kojarzymy z zemstą byłego_ej, ale może on dotyczyć też między innymi pracowników_nic seksualnych. Polega on wówczas na rozpowszechnianiu zdjęć czy filmów nagranych za zgodą osoby nagrywanej, jak i tych zrobionych z ukrycia, a nawet bez udziału osoby widocznej na nagraniu (deepfake).

Deepfake to niesamowicie realistyczne, spreparowane za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji nagranie lub zdjęcie, które także może stać się bronią prześladowców spod znaku revenge porn.

Przemocą seksualną jest również seksting, na który osoba otrzymująca wiadomości nie wyraziła zgody. Tak – zanim wyślemy komuś zdjęcie swoich genitaliów, powinnyśmy_niśmy zapytać, czy odbiorca_czyni sobie tego życzy, ponieważ nie dla każdego będzie to wspaniała niespodzianka. Na szczęście coraz więcej aplikacji, w tym na przykład randkowa apka Bumble, wykrywa takie obrazy i wyświetla ostrzeżenie o ich treści.

DoA (denial of access)

Siłą ataku denial of access jest zmasowane natarcie – polega on na używaniu funkcji danej apki czy platformy, na przykład wysyłania maili lub zgłaszania nadużycia, jednak nie raz, dwa czy dziesięć razy, ale setki, tysiące razy przez różnych użytkowników lub boty, co prowadzi do kompletnego utracenia dostępu do usługi przez osobę atakowaną. Wyobraź sobie, że dostajesz dziesiątki maili na minutę – korzystanie ze skrzynki staje się właściwie niemożliwe.

Co robić, kiedy spotyka nas przemoc?

Podobnie jak reagujemy na wyzwiska czy przekraczanie granic poza internetem, na przykład kiedy ktoś napastuje nas w komunikacji publicznej czy rzuca w naszą stronę niewybredne komentarze, możemy reagować na przemoc w internecie.

Seyi Akiwowo, aktywistka walcząca z przemocą online oraz założycielka fundacji Glitch, wymienia trzy najważniejsze kroki:

  1. Zadbaj o swoje bezpieczeństwo: podobnie jak przypinasz rower do stojaka czy wychodząc z mieszkania, zamykasz drzwi na klucz, zabezpiecz swoje konta w internecie: ustaw silne hasło, dodaj dwustopniową weryfikację oraz miej pewność, że treści, które chcesz dzielić tylko z wybranymi osobami, pozostają prywatne.

  2. Dokumentuj przypadki przemocy: zrób tabelę, w której będziesz umieszczać screenshoty, daty i linki oraz opisywać uczucia towarzyszące danemu wydarzeniu – jeżeli kiedyś zdecydujesz się zgłosić je na policję, te informacje na pewno się przydadzą.

  3. Wciel w życie cyfrowy self-care: wyznaczaj granice swojej obecności w mediach społecznościowych w zgodzie ze swoimi przekonaniami i uczuciami i przede wszystkim porozmawiaj z kimś, komu ufasz. Jeśli jesteś osobą niepełnoletnią, powiedz komuś dorosłemu o tym, co Cię spotyka. I blokuj, zgłaszaj, i jeszcze raz blokuj.

Co robić, by przemocy było mniej?

Nie musimy czekać, aż dosięgnie nasz przemoc, aby działać. O higienę swoich danych i swojej głowy powinnyśmy_niśmy dbać na co dzień, a nie tylko wtedy, gdy czujemy się zagrożone_eni.

Zawsze stawiaj więc swoje bezpieczeństwo i granice na pierwszym miejscu. Poza tym:

  1. Nie bój się zasad: jeżeli prowadzisz jakąś przestrzeń online, w której dochodzi do wymiany informacji między użytkownikami_czkami (na przykład forum lub grupę na Facebooku), zadbaj o stworzenie regulaminu i moderację.

  2. Reaguj: jeśli jesteś świadkinią_świadkiem prześladowania, nie przechodź obok niego obojętnie. Masz do dyspozycji cały wachlarz działań: od skontaktowania się z osobą prześladowaną i zaoferowania jej pomocy lub życzliwego ucha przez zgłoszenie prześladowcy_czyni do moderatorów_rek danej platformy lub na policję po konfrontację z prześladowcą_czynią (jeśli czujesz się na siłach i wiesz, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo).

  3. Nie umniejszaj problemu: to, że coś dzieje się w internecie, nie znaczy, że nie dzieje się „naprawdę”. Skutki przemocy online są równie realne, co przemocy offline.

PS Fake news

Początkowo nie myślałam w kontekście przemocy online o fake newsach, czyli fałszywych informacjach, które viralowo roznoszą się po sieciach społecznościowych. Na pierwszy rzut oka nie wydają się one formą przemocy. Jednak jeżeli mają one na celu zaszkodzenie komuś lub sprowokowanie osób do podjęcia działania na czyjąś szkodę (a zwykle tak jest), to czym właściwie różnią się od takiego trollingu?

Opowieści o dzieciach płaczących z powodu strajku nauczycieli; lament kuzynek, którym mąż koleżanki powiedział, że szpitale przyjmują teraz tylko Ukraińców, a w ogóle to nie ma sensu do szpitali chodzić, bo medycyna to wymysł reptilian; teorie spiskowe dotyczące nawet najlepiej udowodnionych i udokumentowanych teorii naukowych (ruch płaskoziemców) – powielanie takich historii może być katastrofalne w skutkach. W najlepszym przypadku prowadzi do zamieszania i zepchnięcia ważnych (oraz prawdziwych) informacji w niebyt, a w najgorszym – do przemocy na tle rasistowskim, ksenofobicznym i homofobicznym.

Dziś, po dwóch latach pandemii, wokół której narosło mnóstwo teorii spiskowych, i w obliczu wojny w Ukrainie, kraju naszych sąsiadów i przyjaciół, ośmielę się stwierdzić, że walka z fake newsami jest obowiązkiem każdego_ej użytkownika_czki internetu.

Co robić, żeby dać odpór fałszywym informacjom? Przede wszystkim nie przekazywać ich dalej, ponieważ w ten sposób wzmacnia się ich przekaz. Zapytacie: jak rozpoznać fake newsy i szukać prawdziwych, rzetelnych informacji? Polecam wysłuchanie odcinka „Działu Zagranicznego”: 4 rady, jak bronić się przed rosyjską dezinformacją – jego twórca, dziennikarz Maciej Okraszewski, tłumaczy, jak świadomie poruszać się po świecie mediów.

Dorzucę jeszcze radę od siebie: jeżeli nie mamy 100% pewności, że informacja jest prawdziwa, lepiej po prostu nie przekazujmy jej dalej – nic się nie stanie, a być może przyczynimy się do zatrzymania kuli śnieżnej, której cel stanowi zmiecenie kogoś z planszy.

Tak, wszystkie kobiety

W obliczu wszystkich zagrożeń, które niesie za sobą bycie online, łatwo wpaść w poczucie, że spędzanie czasu na portalach społecznościowych (a co dopiero wyrażanie na nich swojej opinii) jest czynnością na tyle niebezpieczną, że może należy z niej w ogóle zrezygnować.

Pamiętajmy jednak, że choć sieci takie jak Facebook, Twitter czy Instagram stały się bezpieczną przystanią dla wszelkiej maści mizoginów i trolli, jednocześnie umożliwiły osobom prześladowanym – zarówno offline i online – tworzenie grup wsparcia i przeprowadzanie akcji aktywistycznych na globalną skalę.

Masowa strzelanina w Isla Vista w USA w 2014 roku, której sprawcą był 22-letni mężczyzna obwiniający kobiety o swoje niepowodzenia seksualne, uruchomiła falę postów okraszonych hasztagiem #yesallwomen. Kobiety przerwały milczenie, opowiadając o swoich doświadczeniach przemocy i strachu. Jak pisze o tym okresie Rebecca Solnit w zbiorze esejów Matka wszystkich pytań:

Zmienił się publiczny dyskurs na temat przemocy wobec kobiet; nagle cały świat zaczął mówić, jaka jest powszechna i jak próbuje się ją usprawiedliwiać, wzywając mężczyzn, by nie szukali wymówek, lecz stawili jej opór […]. Wsłuchując się w głos kobiet w mediach społecznościowych i gdzie indziej, mężczyźni często po raz pierwszy zdali sobie sprawę, co kobiety od dawna muszą znosić.

Czwarta fala feminizmu jest mocno związana z kanałami internetowymi i hasztagowym aktywizmem. Chociaż wiem, że hasztag nie obali patriarchatu (chociaż może nas do tego przybliżyć!), z dumą i podziwem obserwowałam wyznania bliższych i dalszych osób w ramach akcji #metoo. Kobiety z mojego otoczenia zaczęły dzielić się historiami przemocy, której doznały ze względu na swoją płeć – od catcallingu do molestowania seksualnego w pracy. Czułam wtedy bardzo mocno siłę siostrzeństwa, gniewu i wzajemnego wsparcia.

Jedna z uczestniczek badania HFPC poświęconego cyberprzemocy wobec kobiet powiedziała, opisując specyfikę onlajnowych relacji: „[…] internet robi coś takiego z ludźmi, że im się wydaje, że im więcej wolno”. I choć miała na myśli przemocowców_wczynie, którym łatwiej napisać obraźliwą anonimową wiadomość niż powiedzieć coś komuś prosto w twarz, ja myślę o tych wszystkich osobach, które poczuły, że wreszcie „wolno” im podzielić się swoim bólem i pociągać sprawców_czynie do odpowiedzialności.

Po prostu chcę powiedzieć: nie bójmy się zabierać głosu w przestrzeni publicznej (jeżeli mamy taką potrzebę), wspierajmy się nawzajem i nie dawajmy forum osobom, które mają złe intencje. W ten sposób każda z nas może dołożyć swoją małą cegiełkę do walki z przemocą online.

Podobne

Regularna porcja wiedzy prosto do Twojej skrzynki

Co tydzień dzielimy się z Tobą specjalnie wybranymi artykułami, które piszemy we współpracy z ekspertami medycyny i psychologii. Co Ty na to?

Regularna porcja wiedzy prosto do Twojej skrzynki

Co tydzień dzielimy się z Tobą specjalnie wybranymi artykułami, które piszemy we współpracy z ekspertami medycyny i psychologii. Co Ty na to?

Autor_ka

Ada Banaszak

Społeczeństwo

„Dlaczego nie reagował_a?!” – przemoc seksualna wobec kobiet

Pytanie to, będące wyrazem głębokiego niezrozumienia dla reakcji (czy jej braku) w przypadku osób doświadczających przemocy seksualnej, pojawia się często w przestrzeni publicznej, w której przytacza się historie przestępstw na tle seksualnym.

Paulina Pomaska