Pick Me Girl, czyli kobieta kobiecie wilkiem | Your KAYA
Pick Me Girl, czyli kobieta kobiecie wilkiem

Udostępnij

Pick Me Girl, czyli kobieta kobiecie wilkiem

Ciężko jest być kobietą na tym świecie – ale jeszcze ciężej, kiedy umiejscawiasz się w wyścigu o męskie względy. Co zrobić, żeby wygrać patriarchalną grę? Najlepiej… nie grać.

Karolina Liczbińska

Opublikowano: 10.06.20213 minczytania

ilustracja pick me girl

Ilustracja: Zuzanna Warszczyńska

    „Kumpluję się tylko z chłopakami, bo dziewczyny ciągle robią dramę.”

    „Nie maluję się, bo w przeciwieństwie do tych tapeciar wolę być naturalna.”

    „Przez te dzisiejsze feministki wstyd mi nazywać się kobietą. Nie wiem, o co robią tyle zamieszania, przecież już mamy równe prawa.”

    Założę się o paczkę śmiejżelek, że słyszałaś_eś kiedyś podobne teksty z ust jakiejś kobiety – może Twojej znajomej, może nowo poznanej dziewczyny w łazience na imprezie, a może podsłuchane przypadkiem w kawiarni. Gratulacje! Napotkałaś_eś Pick Me Girl w środowisku naturalnym. Niestety, nie jest to gatunek zagrożony wyginięciem. Ale o co właściwie chodzi?

    Parafrazując najwiarygodniejszy słownik slangu (czyli Urban Dictionary…), Pick Me Girl to kobieta, której zależy na uwadze, akceptacji i aprobacie mężczyzn i próbuje przypodobać im się swoimi publicznie głoszonymi opiniami. (Tu zaznaczę, że ten artykuł nie piętnuje samych osób, a zestaw szkodliwych społecznie zachowań, które tworzą stereotypową Pick Me Girl.) Nie poprzestaje jednak na próbach wpasowania się w oczekiwania mężczyzn – musi przy tym wepchnąć inne kobiety pod metaforyczny autobus, żeby wyróżnić się ich kosztem. W końcu zależy jej na tym, żeby zostać „wybraną”, a więc musi jakoś pozbyć się konkurencji. Jej hymnem mogłaby być piosenka „You belong with me”, napisana przez Taylor Swift z perspektywy osoby ubolewającej nad tym, że jej przyjaciel związał się z jakąś inną – jej zdaniem niegodną jego uczuć – dziewczyną. „Rozmawiasz przez telefon ze swoją dziewczyną. Wkurza się na coś, co powiedziałeś, bo nie łapie twojego poczucia humoru tak jak ja”, zaczyna się pierwsza zwrotka. A kto nie zna tego chwytliwego refrenu, w którym podmiot liryczny podkreśla ich różnice?

    „Ona nosi krótkie spódniczki, ja noszę t-shirty

    Ona jest kapitanem drużyny cheerleaderek, ja siedzę na trybunach

    Czekam na dzień, kiedy się obudzisz i zobaczysz, że 

    To, czego szukasz, jest naprzeciwko ciebie”

    To kolejna charakterystyczna cecha Pick Me Girl: nie jest taka, jak inne dziewczyny. (W domyśle: jest lepsza.) Ironiczne: podejrzewam, że większość dziewczyn podtrzymywała w sobie takie przekonanie na pewnym etapie swojego życia (tak, ja też!) – to smutny symptom socjalizacji w mizoginistycznej kulturze. Jeśli dorastając słyszymy komunikaty, że dziewczyny są fałszywe/plotkują/gadają tylko o paznokciach, to nic dziwnego, że chcemy się od tego zdystansować – przecież my jesteśmy wrażliwe, zabawne, inteligentne. Nie chcemy być wrzucone do tego samego worka! Trudno się dziwić, że szukamy wytrychu na przetrwanie w patriarchalnym świecie, który wyraża pogardę dla naszej grupy społecznej. Ale nie da się wygrać tej gry, jeśli gramy na cudzych zasadach.

    Jaki jest jeden z tych niefortunnych wytrychów? Na przykład slutshaming, czyli zawstydzanie na punkcie seksualności. Można na to „zasłużyć” dowolną rzeczą: krótką spódniczką, uprawianiem seksu przedmałżeńskiego, twerkowaniem na imprezie, nawet stosowaniem antykoncepcji. 

    Przeczytaj też nasz tekst o body shamingu.

    TRIGGER WARNING

    Co najsmutniejsze, slutshaming często idzie pod rękę z victim blamingiem, czyli obwinianiem ofiar. Jeśli uważasz, że osoba nosząca głęboki dekolt jest rozwiązła seksualnie, to nie jest to dalekie od stwierdzenia, że w takim razie „sama się prosiła”. 

    Kontrastując się z zawstydzanymi osobami, Pick Me Girl liczy na zyskanie szacunku w oczach płci przeciwnej, a często też umiejscowienie siebie samej na przeciwnym biegunie jako „wifey material”, co pozwolę sobie przetłumaczyć jako „materiał na żonkę”. Według tego toku myślenia, „żonka” przede wszystkim dba o dobro swojego mężczyzny jako jego kucharka, sprzątaczka, terapeutka i tancerka erotyczna w jednym. Szczegóły żonkowania zależą od osoby, którą zapytasz o zdanie, ale jedno jest pewne: każda Żonka wie najlepiej, jak powinno się dbać o szczęście mężczyzny i dyktuje wszystkim innym kobietom swoje wąskie wyobrażenia ról w heteroseksualnym związku. 

    Czytasz ten opis i cierpnie ci skóra, bo rozpoznajesz w tych zachowaniach siebie? Nie ty jedna. Jak już wcześniej wspomniałam, ja też kiedyś chciałam zostać „wybrana” – jak wiele z nas, dorastałam śpiewając „You belong with me” do mikrofonu-szczotki i oglądając filmy o nastolatkach, w których ultrakobieca cheerleaderka zawsze była wredną zołzą, a chłopaka wygrywała szara myszka, która „nie była taka jak inne”. Absorbowanie podobnych treści odbiłoby się na każdej i każdym z nas, ale skoro Taylor Swift zmieniła swoje przekonania i teraz otwarcie propaguje feminizm, a ja piszę ten artykuł, to dla każdego jest szansa. Kluczem jest uwierzenie w siostrzeństwo.

    Jakże łatwiej byłoby nam egzystować na tym świecie, gdybyśmy wszystkie zaakceptowały, że opinia mężczyzn nie wyznacza naszej wartości, nie ma jednego prawidłowego sposobu na bycie kobietą, a miejsce przy stole znajdzie się dla każdej z nas.

    Tagi:

    Autor_ka

    Karolina Liczbińska

    Z wykształcenia dziennikarka, z zamiłowania organizatorka pikników. Mieszkała kilka lat w Londynie, ale zatęskniła za szelestem ojczystego języka i polskimi pomidorami. W wolnych chwilach śpiewa do roślin doniczkowych i piecze fasolowe brownie.

    Relacje

    Tato, bądź bardziej obecny. Chodź na urlop

    Wszelkie raporty od lat pokazują, że genderowo pod względem zaangażowania w obowiązki opiekuńcze mężczyźni wciąż wypadają gorzej od swoich partnerek, a stereotypowy podział ról w domu podtrzymują nawet świadomi kwestii równościowych milenialsi.

    Redakcja